Link :: 06.01.2006 :: 14:38
*Piaski Czasu*

Widziałem zniszczenie,
i wszystko dlatego, że jestem
Jedna myśl - ostrzeżenie,
wykonane zdrajcy gestem

Sam byłem młody,
chciałem honoru i chwały
Co raz większej swobody,
by nie czuć się tak mały

Pierwsza krew,
patrzyłem w oczy wroga
To pierwotny zew,
nie ogarnęła mnie trwoga

Trudno jest karać,
za czyny z przeszłości
Wystarczy tylko się starać,
by nie stracić wolności

Widziałem jak we śnie,
ciemne oczy pustyni
Patrzyły wprost na mnie,
podążyłem za nimi

Trzymałem w dłoni sztylet,
i ujrzałem dom przyjaciela
Przed jego obliczem czoło chylę
szukając w tym geście zbawienia

Zabawne - byłem naiwny,
nie dostrzegłem zdrady wokół
Ten świat - obcych - wydał się dziwny,
ginąłem w jego mroku

Powitał nas osobiście,
nie słyszałem żadnego słowa
Bogactwa przyjął uroczyście,
lecz na nic się zdała tu mowa

Klepsydra błysnęła raz - drugi,
wewnątrz kłębiły się cuda
dostrzegłem tam piasku strugi,
a opisać się tego nie uda

Sztylet dzierżyłem w dłoni,
wróg czyhał w ukryciu
Mając potęgę tej broni,
nie wahałem się w jego użyciu

Ciemnooka dziewczyna,
obraz zwiewnej postaci
To nie była jej wina,
że musiałem wszystko stracić

Ona jedna krzyczała,
tajemnica i ukochana na wieki
W myślach jednak malała,
zamknąłem już z lęku powieki

Wbiłem sztylet w kopułę,
poczułem drżenie ziemii
Otwarłem oczy patrząc na chmurę,
piasku co wciąż się mieni

Zalewał posadzkę komnaty,
tworzył wymyślne wzory
Zmieniał nie tylko ich szaty,
ale ukazywał straszliwe potwory

Ogarnęło mnie przerażenie,
nie miałem pojęcia co czynić
Pozostało już tylko złudzenie,
że nie siebie mogę za to winić...



Nigdy nie brałam się na poważnie za pisanie wierszy, ale ten jeden - napisy, a może raczej dokończony wczoraj - chciałam wam zaprezentować. Nie wiem jak go przyjmiecie, mam nadzieje, że się spodoba. Wtajemniczeni wiedzą czym się inspirowałam (a raczej jakie zdarzenia opisywałam), ale dla innych niech pozostanie to słodką tajemnicą! :wink: Miłej lektury, a za oceny z góry dziękuję!

Orpócz tego, skorzystawszy z okazji, że już wzięłam się za nową notkę :D napiszę, że wygrałam dzisiaj konkurs... Tak, tak... chwalę się! :) Ale w tym przypadku, aż nie mogłam się powstrzymać! Ominęły mnie z tego tytułu dwie godziny zajęć i jestem w domu wcześniej co niezmiernie mnie cieszy... Zwykle kończę bardzo późno, a dziś udało się wyrwać wcześniej! :D Amen!
W szkole raczej nic ciekawego się nie dzieje. Zawalam sobie jedynie plecak nosząc: *swój nieśmiertelny zeszyt* i *moją nieśmiertelną teczkę*. I tu znowu wtajemniczeni wiedzą o co biega :D !!!!! Zdradzę jednak, że warto...jak dopadnie mnie wena twórcza - mam materiały :wink:

Jeszcze tydzień do ferii i to kolejny powód do radości! Znowu wolne, rozleniwiła mnie mocno ta świąteczna przerwa i teraz chcę znowu zacząć odpoczywać! Prawdopodobnie zostanę w domu, ale to nawet lepiej... nie przecierpiałabym rozstania z interentem :) !!! Ani z tym blogiem, oczywiście! Minął już dłuuugi roczek odkąd go założyłam...ach...sporo wspomnień, nie ma co! Tyle się wydarzyło - chyba nie ma tu co prawda kogoś kto czytał wszystkie notki od początku, ale ja je pamiętam... Tak, tak. Pojawiały się tu - jedne bardziej oryginalne i wciągające, inne mniej. Różnie to bywało, różne były moje nastroje, trzeba przyznać. Zresztą może niektórzy z was orientują się o co chodzi. W podsumowaniu roku 2005... Mogę chyba zaliczyć go do udanych. Spojrzałam na wiele spraw w zupełnie innym świetle! I myślę, że moja ocena jest jak najbardziej pozytywna!!!... :)

Teraz to już chyba naprawdę definitywny koniec mojej nowej (starej?) notki... :wink: Troszkę się napisałam, humor jak widać dopisuje! Nie jest źle (z akcentem na *nie*!!!) :D !!!!!!!

Pozdróffffka dla:
Jasmine, Shadowmana, MasterChiefa, Lipci :D, Elvisa, Moralesa, Seko, Belinei, Mery, Padmee, Rivva, Vulcano, Pięknej Megi, Martusi, Aneci, Adama, Marysi, Borgana, Devila, Gołotki, Hycla, Scorpo, Ult!mate*a, Pentagrama, Ewci - mojej imienniczki :wink: i wielu wielu wielu wielu wielu wielu innych!!!!!!!! :D (sporo się tego towarzystwa nazbierało :))...

Kwiat/Kaileena/Kaileena_Farah (zależy kto mnie pod jakim nickiem zna, a inni po prostu jako Ewę...)



I na prośbę Lipy - sygnaturka z Farah XD
Komentuj(23)


Link :: 12.01.2006 :: 18:34
Witam ponownie, witam znowu, witam raz jeszcze!
To znowu ja - nie kto inny. Mogłabym jeszcze trochę powydziwiać, nadać tym pierwszym zdaniom notki jakiś szczególny, symboliczny sens, ale szczerze powiedziawszy - to nie na moje nerwy, zwłaszcza teraz... Panowie Galowie ze stajni UBI szykują może i coś nowego, te bithes z CENEGI najwyraźniej nie mają mi nic więcej do powiedzenia... KILL CENEGA!!!

Po tym wstępie mogę przejść do istoty sprawy. Wyrzuciłam z siebie nadmiar emocji pod postacią krótkiego, ale treściwego zdania: *KILL CENEGA* i już mi chyba nieco lepiej... Jak wiadomo - życie do najprostszych ludzkich odruchów i czynności nie należy zważywszy na to, że składa się z tak wielu dziwnych i dosyć...nieoczekiwanych zdarzeń, wydarzeń i jeszcze do innych badziewnych wniosków można tutaj dojść. Nie pytajcie o nic.

Towarzyszy mi żałość, ból i smutek. Tych zdań z *kill* na wstępie znalazło by się jeszcze co najmniej dziesięć. Ale podstawowe brzmi: KILL DISNEY. Co z tego, że w większości ich filmy są piękne?! A gdzie mój film?! Ten, na który JA czekam?!

Wtajemniczeni wiedzą o co chodzi.

Naprawdę się staram. Naprawdę!!! Nie chcę więcej myśleć o tym co im zrobię jak coś się nie ruszy...
Dziś słowem przewodnim jest w każdym razie *KILL* więc domyślcie się sami, moi mili, moi drodzy, moi kochani.......

Na koniec jeszcze mój kolejny wierszyk, bowiem dopadła mnie straszliwa wena Są to wspomnienia... jedni wiedzą kogo, inni nie!

*O moim Władcy Ciemności*

Znowu czekam aż wrócisz,
może zabierzesz mnie z sobą
moje męki ukrócisz,
Zostanę już na wieki z tobą
Wpierw widzę odbicie,
twoje oczy w lustrze bieli
Moje od tego zależne jest życie,
tylko ta chwila -
od śmierci mnie dzieli...

Pamiętasz mnie, Książę?
Pamiętasz Klepsydrę?

Teraz twój obraz bleknie,
z dnia na dzień jest gorzej
Gdy mędrzec słowa wyrzeknie,
Czas potraktuje mnie srożej

Umieram, mój Książe
Umieraj i ty, ukochany

Spoglądam przed siebie,
zapominam o przeszłości
Lecz ja wciąż kocham ciebie!
Nie poskromię tej miłości!

Pamiętasz mnie, Książę?
Pamiętasz o honorze?

Byłeś młody i dzielny,
widziałam to, jakim się stałeś
Czas - ten niewdzięcznik bezczelny!
Zabrał ci to co kochałeś
Podziwiałam twą duszę,
niespokojne oczy i łzy
Zobaczyć chcę to, muszę!
Byśmy ponownie mówili "my"...
Kochanek podły na wieki,
zostałeś już wreszcie mój...
Przekroczyłam most tamtej rzeki,
Jedynie Strażnika się teraz bój...

Chciałeś ratować to co zostało -
Wróciłeś mnie do życia
Ono się jak piach rozsypało,
nie mam już nic do ukrycia
Samym pięknym wspomnieniem,
odebrałeś mi to co dostałam
Tym pojedynczym, cudownym -
marzeniem
Moją duszę na dwie złamałam...
Jedna wciąż widzi odbicie,
druga zapomnieć by chciała
Co to jest pytam za życie?!
Skoro już dałam wszystko -
co miałam!

Pamiętasz mnie, Książę?
Byłam kiedyś Twoja -
i na wieki będę

(wspomnienia Farah)

Nie wiem jak go ocenicie, ale przyznam się, że dla mnie jest dobry...

Pozdrawiam wszystkich...którzy wiedzą, że ich pozdrawiam!


I co o tym myślicie??
Komentuj(25)


Link :: 21.01.2006 :: 11:32
Męczy mnie to straszliwie. Gorzej niż jakaś choroba, gorzej niż, niż... Już nie znajduje porównania! Dlatego wreszcie się odważyłam i wrzucam pierwszy rozdział swojego opowiadania... Dla was to będzie nowość pewnie, ale ogółem historia podawana jest w nowej oprawie głównie dla moich znajomków z forum Im się podobało, czas byśnie się zapoznali z moją pracą! Zapraszam do czytania i komentowania ...


Wprowadzenie:

Jak łatwe do pokonania potrafią być uczucia, gdy zmierzą się z Czasem.
To wszystko było prostsze niż myślicie, mniej złożone niż przypuszczaliście… Bo każda historia musi mieć zarówno początek jak i koniec. Ale co stanie się z opowieścią, która jest tak niepewna? Której Czas się zatracił, stał się jednym z głównych bohaterów, jakby zapominając o swej pierwotnej roli? Cóż… Możemy jedynie ją poznać, wysłuchać tego co się wydarzyło. A wszystko to jest prawdziwe, prawdziwsze nawet niż On sam.

Zaczynało świtać.
Niekiedy myślał, że, gdy zbliża się ta pora – nic już nie może się zdarzyć. Zostajemy wyrwani z naszych sennym marzeń, brutalnie odcięci od świata, który liczy się dla nas bardziej niż rzeczywistość. Być może dlatego, że stajemy się w nim ludźmi, którymi chcemy być. Albo jest to spowodowane naszym lękiem, obawą przed ogromem otaczającej nas potęgi.
Książę śnił o deszczowej nocy. Krople spływały po jego twarzy, przemoknięty stał pośród ciemności. W ręku trzymał błękitny sztylet, broń, która nie dawała o sobie zapomnieć. To kim stał się teraz… jak wiele wydarzyło się od tamtego okresu w jego życiu.
Otworzył oczy. Widok budzącego się z wolna miasta sprawił, że poczuł się raźniej. Nie był tu sam, wiedział także, że nareszcie spełniły się jego marzenia. Marzenia o wolności.
Ale nim mógł naprawdę odetchnąć i radować swoją wygraną, szczęśliwy, mający wreszcie swoją ukochaną ufnie leżącą obok siebie… nim tak się stało Książę Persji musiał pokonać sam Czas i jego innych władców.

Rozdział I

„Zniszczenie”

Koń parsknął dziko i potrząsnął srebrną grzywą.
To co wydawało się dziwne, jego młody jeździec zdawał się być całkowicie pochłonięty własnymi myślami, nie bacząc na to, że wkrótce ma rozpocząć się oblężenie pałacu. Piękne kontury budowli jaśniały otoczone przez pierwsze promienie słońca. Ciszę przeszył głośny syk i Książę uniósł głowę by spojrzeć w niebo, w jego oczach odbiła się smuga światła. Ten ognisty znak zwiastował przyszłe wydarzenie, od niego rozpoczyna się moja historia.
- Teraz, mój synu – rzekł dostojny towarzysz młodego Księcia.
Ruszyli przed siebie, jadąc na czele niewielkiej armii. Przeprawiali się przez Indie, rządni władzy i niepokonani Persowie. Gdy tylko ich król, za młodu wielki wojownik Sharaman dowiedział się o skarbie leżącym wśród murów posiadłości Maharadży, nie mógł przepuścić takiej okazji. Miał szansę zawładnąć czymś więcej niż tylko ziemiami swego wroga.
Bitwa trwała. Ludzie ginęli walcząc. Tylko Książę wciąż nie mógł pojąć tego co właściwie stara się sobie udowodnić. Lub też co zamierza jego ojciec… Trzymał się blisko niego, chciał uczestniczyć w wydarzeniach. Był młody i odważny, zabijał po raz pierwszy i wierzył, że do tego właśnie został przygotowany. Coś jednak kłębiło się w jego duszy. Niepokój brał górę nad odwagą i zapałem. W końcu wygrał.
- Ojcze… - zaczął próbując podjechać jak najbliżej – Ojcze… wysłuchaj mnie… Ten znak…
Nie mógł jednak dokończyć. Coś sprawiło, że wstrząsnął nim zimny dreszcz. Krótkie przeczucie i jednocześnie od razu miał świadomość zbliżającej się burzy. Król odwrócił się chcąc zabić śmiałka, który odważył się podejść tak blisko niego. Mężczyzna zasłonił się jednak i powiedział szybko:
- Mój panie! Wierzę, że nie zapomniałeś o złożonej mi obietnicy…
- To ty – Sharaman schował miecz i popatrzył uważnie w zimne, ciemne oczy własnej zguby – Nie zapomniałem o niej, a i ty dotrzymałeś jej warunków, Wezyrze.
- Tak, panie… - zakasłał zakrywając usta dłonią, zerknął ukradkiem na Księcia – Tu leży wielki i osławiony skarbiec Maharadży.
Młodzieniec ocknął się z transu. Czuł strach i miał wątpliwości co do tajemniczego mężczyzny, z którym ojciec wszedł w układ, ale nie była to pora na zastanowienia. „Skarbiec Maharadży” – te słowa dźwięczały mu w głowie, wypełniały wszystkie jego myśli. To odpowiednia chwila by wreszcie pokazać na co było go naprawdę stać.
Uderzył piętami w boki rumaka, ruszył prosto przed siebie. Nie zważał na to, że ojciec krzyknął coś za nim. Liczyło się tylko to by zdobyć te bogactwa. Dla niego. Oraz honor i chwałę dla siebie. Być jak jeden z mitycznych bohaterów, osławiony po wsze czasy…
Po obu stronach wznosił się wysoki mur otaczający wewnętrzny dziedziniec i ogrody. Wezyr wskazał mu kierunek, teraz wystarczyło jedynie wyciągnąć dłoń i chwycić to na czym tak bardzo mu zależało. Spostrzegł otwartą bramę, blisko przed sobą. To było, aż zbyt łatwe.
Był już blisko celu, nagle jednak, wciąż płonący pocisk wystrzelony przez wrogich żołnierzy trafił w sklepienie nad skrzydłami wrót. Książę wiedział, że kamienne bloki lada chwila przysypią jedyną realną drogę do jego wyśnionego celu.
- Szybciej, szybciej… - chwycił mocno lejce i schylił się nisko.
Parę metrów przed nim. Pierwszy kamień spadł tuż obok niego wzniecając chmurę kurzu. W odpowiednim momencie jednak zboczył z obranego kursu i ominął przeszkodę. Czas. Pozostało go naprawdę niewiele, znajdował się już prawie u wylotu bramy… Co raz więcej ogromnych odłamków rozbijało się zagradzając dalszą drogę. I nagle usłyszał to czego bał się od początku tej szaleńczej jazdy. Ogłuszający trzask, a potem huk. Jeszcze jeden pocisk trafił w sklepienie bramy, tym razem nie pozostawiając go praktycznie bez szwanku.
Książę puścił lejce i w ostatniej chwili skoczył przed siebie. Wybił się najmocniej jak potrafił i spadł w bezpieczne miejsce ułamek sekundy przed tym jak wjazd całkowicie się zawalił. Uderzył w utwardzoną ziemię.


Napisane w 10 min Ale z efektu jestem zadowolona. Dalsze rozdziały już dłuższe i bardziej rozległe. Jeżeli będziecie chcieli - wrzucę je tu, ale na razie tylko ta próbka tekstu...

Pozdrawiam serdecznie - Kwiat
Komentuj(21)


Link :: 24.01.2006 :: 20:23
Rozdział II

"List"

"Udało się" - przemknęło mu przez myśl.
Nie widział nic przez unoszące się wokoło obłoki piasku, ale zdawał sobie sprawę z jednego - dokonał czegoś niesamowitego. Wymigał się od śmierci i po raz pierwszy miał okazję przetestować swoje niezwykłe zdolności akrobaty, które ćwiczył przecież od dziecka. Leżał jeszcze przez moment z zamkniętymi oczami, oddychając głęboko. Serce wciąż waliło mu jak oszalałe, ale nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. Pierwszy sprawdzian zaliczony.
Powoli podniósł się z ziemi i rozejrzał wokół. Znajdował się wewnątrz pałacu Maharadży, teraz droga do skarbu stała przed nim otworem. Czuł, że musi go zdobyć - za wszelką cenę. Ruszył przed siebie świadom tego, że znalazł się tu zdany tylko na własne szczęście. On jeden przeciwko całej bandzie żołnierzy, która kryła się wśród murów posiadłości. Przyśpieszył kroku, rozglądał się dookoła obawiając niebezpieczeństwa. Jakiś szmer tuż za nim. Obejrzał się, ale najwaraźniej jedynie mu się przesłyszało. Nie miał pojęcia dokąd się teraz udać, ale chciał pokonać drogę przez ogrody by dostać się do środka pałacu. Z własnego doświadczenia wiedział, że próżni władcy nigdy nie kryją swoich bogactw zbyt dokładnie by zachwycały one zwykłych śmiertelników. Przepełniony nową nadzieją zaczął, więc żmudną wędrówkę na górę...

Zręcznie chwycił wystający gzyms i podciągnął się. Słońce oślepiło go i jeszcze przez dłuższą chwilę oswajał się z zapierającym dech w piersiach widokiem. Całe włości Maharadży rozciągały się przed nim zachwycając i zadziwiając swoim pięknem oraz skrywaną tu od tak dawna tajemnicą. Książę domyślał się, że skarbiec musi znajdować się w którymś z bocznych skrzydeł. Po namyśle wybrał trudniejsze do zdobycia, prawe.
Przeskoczył zwinnie na sąsiedni daszek i po wykonaniu paru karkołomnych akrobacji znalazł się na szerokim balkonie. Na jego końcu widniały wrota, które prowadziły zapewne do dalszej części ogrodu. Musiał się tam dostać jeżeli jakimś cudem zamierza odnaleźć skarb. Wolno przeszedł parę kroków, gdy usłyszał głos za swoimi plecami:
- Intruz! - krzyknął żołnierz i zeskoczył na taras.
Był wysoki i szczupły. Twarz skrywał hełm, a w dłoniach trzymał dwa srebrne ostrza. Sprawiał wrażenie niezwykle trudnego przeciwnika, ale Książę przyjął jego wyzwanie ze spokojem. Mężczyzna rzucił się do ataku, ale on uskoczył i odbił się od ściany, przy jego umiejętnościach wystarczył jeden dostatecznie szybki i celny cios by zabić.
Przeskoczył nad głową wroga i zanim wojownik zdołał zorientować się w sytuacji padł martwy.
Książę otarł miecz z krwi czując przy tym dziwną satysfakcję. Nie był przecież okrutny, ale to małe zwycięstwo sprawiło, że poczuł się pewniej. To nie był jednak czas, ani miejsce na roztrząsanie całego zdarzenia, pobiegł, więc prosto do bramy i szybkim tempem pokonał resztę drogi.
Ogród był ogromny, pełen drzew i kwiatów. Rosa osiadła na ciemnozielonych liściach. Książę nie chciał zakłócać tego spokoju czy też czegokolwiek niszczyć, ale wiedział, że musi przedrzeć się dalej. Tamten żołnierz mógł zdołać wezwać posiłki, być może już go szukają. Biegł, więc równo i szybko, nie czując ani krzytyny zmęczenia. Wilgotne, delikatne gałęzie chlastały go po twarzy, ale nie przejmował się tym zbytnio. Musiał znajdować się już dość daleko od bramy, zwolnił więc i postanowił obrać odpowiedni kierunek. Coś czaiło się w tych zielonych barwach, coś niebezpiecznego i Książę doskonale to wiedział. Nie miał czasu do stracenia, każda chwila była teraz na wagę złota. Usłyszał jakieś krzyki i wyzwiska. Zaraz potem chrzęst łamanych gałęzi oraz dzki, zagniewany szelest drzew.
- Już tu są... - powiedział szeptem.
Nie mógł zastanowić się, w którą stronę biegnie. Oślepiony chęcią ucieczki przedzierał się rozpaczliwie przez nieprzeniknione ostępy ogrodu Maharadży. Zaszedł zbyt daleko by teraz poddać się i zginąć. Nagle jednak jego nadzieja prysła. Uderzył otwartą dłonią w otoczony bluszczem mur. Nie zdoła wspiąć się za wysoko zanim zjawią się tu żołnierze!
Wybrał ostatnią z możliwych opcji. Zręcznie wdrapał się na pień palmy i czekał tak starając się zachować ciszę...
Niedługo potem, pojawiła się pod nim grupa muskularnych mężczyzn z toporami, mieczami i włóczniami. Cała menażeria typów spod ciemnej gwiazdy, nieumiejących myśleć, ale za to silnych jak sam Rustan.
- Pobiegł w tę stronę - powiedział jeden wściekłym głosem - Nie możemy dać mu uciec!
- Rozdzielmy się - syknął najwyższy z nich, długowłosy wojownik o chytrej twarzy - Tak będzie najlepiej. Wy sprawdźcie północną stronę, a my pójdziemy aż do południowej części.
Jak powiedział, tak też zrobili. Książę westchnął i rozejrzał się wokół. Miał do wyboru - albo pójdzie za jednymi z nich, albo pogodzi się z przegraną i ruszy w drogę powrotną. Tą ostatnią myśl odrzucił zaraz ze wstrętem i jeszcze raz powiódł wzrokiem po ogrodzie. Obrócił się i nagle...

- No jasne... - uśmiechnął się lekko - To nie mogło być prostsze rozwiązanie.
Odepchnął się mocno nogami i podczas skoku uderzył boleśnie w kamienny murek. Wdrapał się do środka i stanął na niewielkim balkonie. Tuż przed sobą miał jedynie okna samotnej komnaty i powiewające w nich białe, aksamitne zasłony. Nie miał innego wyboru jak tylko wejść do środka.
Wewnątrz kłębił się dym z pozostawionego na podłodze kadzidła. Szereg świec otaczał z ilością wielkich, drogich poduszek godną samego cesarza. Przez okna z tyłu wlewało się światło poranka. Pomieszczenie było na szczęście puste i Książę miał chwilę by obejrzeć wszystko dokładniej. Pod jedną ze ścian stał stół a na nim pojedyncza, bardzo bogato zdobiona szkatuła. Ponieważ ciekawość nie dawała mu spokoju, podszedł bliżej, uklęknął i uniósł jej wieko. Jego oczom ukazały się drogocenne kamienie oraz zwinięty w kulkę, zapisany zwój. Oczy mu rozbłysły, jakby z przyzwyczajenia rozejrzał się czy na pewno nikt go nie obserwuje i rozwinął znaleziony przypadkowo skarb.
Pismo osoby, która kreśliła zawarte w nim słowa było łagodne i bardzo zgrabne. Książę zdziwił się, intuicja podpowiadała mu, że musiała pisać to kobieta. Przeczytał uważnie treść wiadomości: "Tylko tobie jednemu mogę ufać, ale czy na pewno poradzę sobie z tym jakże trudnym zadaniem? Czy nie lepszym wyborem było ofiarowanie pieczy nad takim bogactwem i potęgą komuś starszemu i bardziej doświadczonemu? Mam wątpliwości czy sobie poradzę. Ojcze, przebacz jeśli nie podołam tej misji!...". Dalej tekst stał się bardzo niewyraźny, pisząca go dziewczyna - bo taką wersję przyjął Książę - musiała się śpieszyć. Widać jednak, że nie miała odwagi dać tej wiadomości adresatowi skoro ją tu ukryła. Niżej napisano krótki wiersz, który jednak nigdy nie został ujawniony. Czytając go, Książę czuł, że trzęsą mu się dłonie, chciał coś powiedzieć, ale głos ugrzązł mu w gardle. Przecież to niemożliwe! Zwinął ostrożnie zwój nadal zaskoczony jego treścią. Włożył go za pas uważając na to by nie pogiął się i nie zniszczył. Przeszukał szkatułę i wybrał drogocenny, złoty sygnet. Nie był złodziejem, ale wzruszając ramionami uznał, że i tak wszystko w tym pałacu należy już do niego. Ojciec zezwoliłby mu na to. Tym bardziej, że zabierając pierścień, Książę nie myślał o tym by go zatrzymać, ale ofiarować właśnie jemu.
Podniósł się z kolan i odnalazł boczne drzwi komnaty ukryte za ciężką, granatową kotarą. Korytarz był ciemny, wszędzie pełno rozbitych waz pod ścianą leżało paru zabitych. Książę nie patrzył w ich zimne, martwe twarze, powykrzywiane w grymasie bólu. Starał się iść prosto przed siebie mimo, że co i raz wstrząsał nim przejmujący dreszcz. Tyle śmierci. Tyle zniszczenia...
Wyszedł na ostatni z tarasów, najbardziej rozległy ze wszystkich jakie do tej pory napotkał. Ku jego przerażeniu, a jednocześnie zgodnie z przeczuciami - nie był tu sam. Pięciu postawnej postury żołnierzy, uzbrojonych w to co akurat wpadło im w ręcę spostrzegło go zanim zdołał podjąć jakąkolwiek decyzje. Nie miał wyboru - musiał walczyć. Szybko ocenił, że lekki pancerz jaki ma na sobie stojący najbliżej wróg posiada parę poważnych wad. Popatrzył uważnie na sztylet, który mężczyzna nosił za pasem i kryjąc swój strach wyskoczył naprzód. Kopnął go silnie w brzuch, sprawiając, że zgiął się w pół z bólu. Reszta jego towarzyszy ryknęła z wściekłości i zaatakowali wszyscy razem. Książę czuł jednak, że teraz już nic ani nikt go nie powstrzyma. Przeskoczył nad noszącym sztylet i wyrwał go, jednocześnie godząc w bok żołnierza. Skakał od jednego do drugiego, posiłkując się także swoim mieczem by siekać wrogów, nie oszukujmy się - na kawałki. Już przestał się bać. Jedynie w ich oczach dostrzegł wyraźne, nieme przerażenie. Uciekliby stąd niczym dzieci ale Książę skutecznie odciął im drogę. Gdy powalił czwartego z nich, ostatni skoczył z muru i spadł do ogrodu. Na pewno nie przeżył upadku.
Schował miecz, a sztyle uśmiecił za pasem, obok zabranego zwoju. Już z daleka widział wystający ze ściany gzyms, podbiegł pod nią i chwycił się pewnie obiema rękoma. Zwinnie ruszył przed siebie. Nie była to mozolna wędrówka, przynajmniej nie dla niego. Jedno jest bowiem, dostatecznie dobre słowo by oddać całą przeszłość Księcia - trening. Swoje zdolności ćwiczył już od tak dawna, że pokonując kolejne przeszkody nawet nie zastanawiał się nad tym co robi. W końcu jego wąska droga skończyła się i wykonał przedostatni, niebezpieczny skok. Odbił się i złapał wysokiego posągu. Dostrzegł w murze wyżłobienie, a tuż nad nim wielką dziurę, zapewne po pocisku. Musiał dostać się właśnie tam co wcale nie okazło się rzeczą trudną do wykonania. W parę sekund znalazł się u celu.




Bez zbędnych komentarzy Zapraszam do czytania i komentowania!!!
Komentuj(24)








Grafikę i HTML wykonała: Kaileena_Farah Wszystkie prawa zastrzeżone!!!




Szerzej znana, jako KaileenaFarah.
Moje gg: 7418011


2017
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń



Teledyski

"Californication" (RHCP)
"Dani California" (RHCP)
"By the Way" (RHCP/Live!)
"I Could Have Lie" (RHCP/Live!)
"Out in LA/1985!" (RHCP/Live!)
"Brandy" (RHCP)
Concert! (RHCP/Live!)
"Otherside" (RHCP/Live!)
"Desecretion Smile" (RHCP)
"Suck my Kiss" (RHCP)
"If you have to ask" (RHCP/Live!)
"By The Way" (RHCP)
"Can't Stop"(RHCP)
"Otherside"(RHCP)
"The Zephyr Song"(RHCP)
Clip reklamowy (super/RHCP)
"Snow" (RHCP/Live!)


Moje zainteresowania...

MOJE FORUM
Filmweb
Oficjalna str. Red Hot Chili Peppers
Adrian Belew
Porcupine Tree
Prince of Persia
Elfwood


Moje rysunki...

Książę Persji (paint)
Portret Shaheena
Jack Sparrow
Dziewczyna z Perłą
Portret Johna Frusciante
Syd Barrett
Gilmour, Mason, Wright (niedokończone)
David Gilmour
Dragon
Plant&Page
Bono
K. i K.
Kamil (...)

Gdzie szukać...

GOOGLE
ONET
wp-wirtualna polska
INTERIA

Co czytam...

Padalec :)
Blog Aneci :)
Lipek :)
Aniołek :)
Madzia S.
Kliknij
Agama :)
Cukiernik :)
Carlotta :)
Cyrk?...
Encore
Edzia!
Ktosiulka
Nimrodelka ;)
Ailene
Muminki!
Ola
Monika
Pentagram
Gabrysia
Malomi!


Red Hot Chili Peppers



Anthony Kiedis- wokalista.



John Frusciante - gitarzysta (mój mistrz)



Chad Smith - perkusista.



Flea - basista.

Blogers.pl


*Stadium Arcadium*

Bells around St. Petersburg
When I saw you
I hope I get what you deserve
And this is where I find
Smoke surrounds your perfect face
And I*m falling
Pushing a broom out into space
And this is where I find a way


The stadium arcadium
A mirror to the moon
I*m forming I*m warming
State of the art
Until the clouds come crashing!


Stranger things have happened
Both before and after noon
I*m forming I*m warming
Pushing myself
And no I don*t mind asking!
Now


Alone inside my forest room
And it*s storming
I never thought I*d be in bloom
But this is where I start
Derelict days and the stereo plays
For the all night crowd
That it cannot phase
And I*m calling


The stadium arcadium
A mirror to the moon
I*m forming I*m warming
State of the art
Until the clouds come crashing!


Stranger things have happened
Both before and after noon
I*m forming I*m warming
Pushing myself
And no I don*t mind asking!
Now


Tedious weeds that the media breeds
But the animal gets what the animal
Needs
And I*m sorry


And this is where I find
Rays of dust that wrap around
Your citizen
Kind enough to disavow
And this is where I stand


The stadium arcadium
A mirror to the moon
I*m forming I*m warming
State of the art
Until the clouds come crashing!


Stranger things have happened
Both before and after noon
I*m forming I*m warming
Pushing myself
And no I don*t mind asking!
Now

The stadium arcadium
A mirror to the moon
I*m forming I*m warming
State of the art
Until the clouds come crashing!


Stranger things have happened
Both before and after noon
I*m forming I*m warming...to you



*Dani California*

Gettin' born in the state of Mississippi
Papa was a copper
and mama was a hippie
In Alabama she would swing a hammer
Price you gotta pay
when you pick the panorama
She never knew that there was
anything more than poor...
What in the world?
What does your confidant take me for?


Black bandana, sweet Louisiana
Robbin' on a bank in the state of Indiana
She's a runner, rebel and a stunner
Hunt em everywhere
sayin baby whatcha gonna
Lookin' down the barrel
of a hot metal 45
Just another way to survive...


(Chorus) -
California, rest in peace
Simultaneous release
California, show your teeth
She's my priestess, I'm your priest,
yeah, yeah!


She's a lover baby and a fighter
Should of seen her coming
when it got a little brighter
With a name like Dani California
Day was gonna come
when I was gonna mourn ya
A little lotus,
she was stealin' another breath
I love my baby to death


[Chorus]

Who knew the other side of you?
Who knew that all this time to prove?
Too true to say goodbye to you
Too true too say say say...


First to fade her gifted animator
One for the now
and eleven for the later
Never made it up to Minnesota
North Dakota man was
a gunnin' for the quota


Down in the badlands
she was savin' the best for last
It only hurts when I laugh...
Gone too fast..


[Chorus 2x]