Link :: 02.06.2006 :: 21:29
Moja przerażająca moc, a raczej jej brak to oznaka zbliżającego się czasu wolnego od tortur. Czy tak czy siak, z weną czy bez niej - mam się czym cieszyć. I proszę bardzo - nie cieszę się wcale. Opuszczona, prawie, że zdołowana, przez nikogo niekochana. Może prócz siebie. Ale nie. Spokojnie. Znowu muszę zaprzeczyć waszym myślom - jeszcze nie rzucam się z mostu, jeszcze nie podcinam sobie żył pod nim. To taka drobna aluzja do mojej ulubionej piosenki. Wtajemniczeni, rzecz jasna - wiedzą, o jaki tekst chodzi.
Mając w głowie mętlik, słuchając jamu Hillela Slovaka i Michalea Balzary*ego, dobijam się po raz setny pochłaniając na raz trzy opakowania popcornu. Nie wiem, czemu, ale wzruszyłam się na filmie. Nie wiem, czemu, ale zainspirował mnie on do napisania tej notki. Czy mój blog jest natchniony?
Ach, ile jeszcze razy to napiszę? To znaczy... nigdy dosłownie, ale zawsze gdzieś przemycę swoje życiowe mądrości, w które - nawiasem mówiąc - jestem wręcz uboga. Ale kiedy uda mi się jakąś z tych cennych rad zdobyć - natychmiast ją wykorzystuje. Mając na uwadze wydarzenia dzisiejszej nocy (proszę sobie niczego nie myśleć!) zastanawiam się nad sensem swojego istnienia TUTAJ. Czemu w tym samym czasie nie mogę znaleźć się w pięciu miejscach równocześnie skoro ja tego chcę?! Przecież wszystko, co powiem JA jest najważniejsze!... Ech... Wypadałoby mnie trzepnąć zdrowo po łbie, prawda?

Mój Hrabia, źródło wszelkich aspiracji, ambicji, inspiracji i życiowej melancholii, przeżywa dziś dzień, co najmniej bardzo ciężki. Obserwując go mam wrażenie, że cały ten świat go osłabia. I łączę się w bólu. Spadam z fotela na podłogę. Ładna otoczka w postaci kałuży krwi zrobionej z ketchupu. Podłoga jest przyjemna. Przyjemniej na niej leżeć niż stać czy siedzieć, wiecie? Cała drży pod wpływem ogłuszającej muzyki, ale ja się tym wcale nie przejmuje.
Przypominam sobie scenę, gdy mój bohater upada na kolana ze strzałami tkwiącymi z piersi. Mamrocze. Uśmiecha się. Krwawi. A co na to ja? Oczywiście - nic. Nigdy nie ruszały mnie tego typu zabawy. Nudzę się, od niechcenia obgryzam paznokcie. Zresztą nie omieszkam też podrapać się po nosie, co ostatnio stało się moim nałogiem. Zwykli ludzie w nosie dłubią, ja natomiast darowałam sobie intrygujące zapewne poznanie jego wewnętrznej budowy i zadowalam się zwyczajnym, ludzkim odruchem, jakim jest drapanie jego zewnętrznej obudowy. Och, jak ja pięknie i obrazowo potrafię wszystko opisać. Jestem mistrzynią.
Komplementy wobec siebie? Czemu nie? To przecież przyjemne, gdy coś miłego mówi ci najinteligentniejsza osoba na tym ziemskim padole. Prawda, że ja wręcz kocham zwrot *ziemski padół*? Najwyraźniej...
Ale powróćmy do tematu. Podłoga po paru minutach zaczyna się robić za twarda, odrobinę niewygodnie. Ale ja jestem silna. Wytrzymam. Nigdy nie użalam się nad sobą. Nie wolno tego robić, to oznaka słabości, a tą trzeba zachować na ostatnią chwilę... litością naszych wrogów musimy się delektować bo nigdy nie wiemy kiedy przyjdzie moment odegrania się.
Mój bliski przyjaciel, który nie wie nawet o istnieniu tego bloga, spisał kiedyś na naszym słynnym komunikatorze internetowym, następujące słowa: *Ewa, czuję krew na języku. Nie ma złego smaku. Prawdę powiedziawszy - smakuje nawet lepiej niż pieprzone piwo i popcorn... Ewa. Czy ze mną jest coś nie tak? Czy kiedy mówię o krwi naprawdę czuję jej miedziany smak? A może to resztki prażonej kukurydzy? Ewa. Proszę cię... Odpowiedz mi czy ty mnie jeszcze, tak po przyjacielsku... Kochasz?*. Odpowiedziałam oczywiście. Kocham jak najbardziej, bo jak nie kochać człowieka, który deklaruje się jako nasz przyjaciel i oprócz tego daje tak wspaniałe powody do rozmyślań. Jego krew sprawiła, że napisałam swój najbardziej makabryczny wiersz w życiu zaczynający się od słów *Psychopata radosny, spisał swój wiersz miłosny...*. Być może niektórzy z was go znają. Większość nie.
Dziękuję.

Od chłodu tej podłogi zaczyna mnie boleć głowa. Zabawne. Hrabia cierpi właśnie na podobną przypadłość. Ja naprawdę leżę i boleśnie znoszę brak komfortu. Ale przecież czasem trzeba się potorturować. Jak to śpiewa Anthony K. *Torture me, please - torture me...*. O tak Anthony, kogo, jak kogo, ale ciebie chętnie bym potorturowała.
Po zbytnich wariactwach w domu Dominiki T. czuję się wykończona, ale to jeszcze nie koniec doby. Zamierzam jeszcze obejrzeć mój najlepszy horror, film mojego dzieciństwa (*Nightmare from Elm Street*). Dogma twierdzi, że nie obejrzy. Ja wytrzymam i podelektuje się widokiem ofiar tak cudownie ginących z równie pięknych rąk Freddy*ego. Ach. Co to będzie za noc!!!
Panna Dominika T., wykorzystując całą swoją bujną wyobraźnię rozbawiła mnie dziś wizją swojego pobytu na koncercie RHCP. Nie chcę wnikać w szczegóły, ale z jej opowieści wynika między innymi, że wśród wszystkich innych atrakcji, podpaliłam włosy Johna Frusciante (zapalniczką). Był też przypadek rasowo polskiej piosenki i pomysłowych koszulek. I były fikołki, przy których ucierpiał mój kręgosłup. I pizza, którą wspominam z żalem. Zbyt szybko się skończyła. I niezdrowa coca-cola. I *Freakly Styley*. I obraz wspaniałego 23 sierpnia 2003 roku.
Podniosłam swoje zwłoki z podłogi. Sięgnełam do szafy po latarkę, wyobraziłam sobie nieszczęsny garnitur z ludzkiej skóry (własność Eddiego Geina, przyp.), ale ku mojej wielkiej radości - nie znalazłam go. Ciemno. Ogólnie rzecz biorąc to moje jedyne sensowne spostrzeżenie dzisiejszego dnia.
Jak zwykle chrzanię głupoty, jak zwykle sama siebie pogrążam, ale przestało mnie to już obchodzić... long, long, long, long time ago. Chciałabym dodać: before the wind before the snow. A potem jeszcze: Lived a man lived a man - I know. Iiii... Lived a freak of nature - named Sir Psycho. Tak chciałabym to wszystko napisać, ale nie napiszę, bo cały tekst jest gorszący i wrażliwi mogliby go źle odebrać.
Czy wspominałam już o potwornym bólu głowy?

Pozdrawiam - Kwiat



Ps. Sir Psycho Sexy THAT IS ME! Sometimes I find I need to scream!
Ps. Bla bla bla (poszukajcie sami tego tekstu)
Pss. Bla bla bla x2
Psss. Turned a cherry pie right into JAM!!!

Komentuj(53)


Link :: 07.06.2006 :: 19:40
Umieram z miłości. Umieram tak dla kaprysu. Odczuwam straszliwą potrzebę napisania czegoś nowego, a ponieważ nie mogę się długo opierać swojej niewiarygodnej sile perswazji - konam i piszę. Zastanawiające czego właściwie szukałam dziś w Internecie. Jak zwykle natchenia, które przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. Co za ironia, że napadło mnie właśnie teraz - kiedy wcale się go nie spodziewałam. Kilka kliknięć i znalazłam się na stronie, która być może odmieni moje życie. Chyba już je odmieniła. Chyba stałam się marionetką w rękach sił wyższych. Pranie mózgu i to za darmo. Potworna dekoncentracja i najprawdziwszy ślinotok pod wpływem zdjęcia proroka Starego Testamentu. Zapytacie - jakim cudem? A ja nie odpowiem.
Mogę już spokojnie oznajmić, że kocham. Kocham szczerze, kocham bez opamiętania. Obiektów moich uczuć znajdzie się wiele. Mogę bez zmrużenia oka wymienić je wszystkie, tu i teraz. Ale z jakiej racji mam to robić? ... Kiedy mogę przymknąć powieki ... Marzyć ...
Jestem wyczerpana. Wyczerpuje mnie myślenie o ukochanych osobach i ukochanych przedmiotach. Przyznajcie mi rację czy też nie - to bardzo męczące.
Mogę już oddać całą potęgę swojego umysłu i nie dostać w zamian absolutnie niczego. Dlatego ryzykuje. Mam swoją ... Piosenkę do śpiewania, gdy jestem samotna ...
A jestem bardzo samotna. Poniekąd takie właśnie życie wybrałam. Ale teraz boleśnie odczuwam całe swoje szaleństwo i rozmyślam nad sensem moich decyzji. Powiem *tak* krzycząc jednocześnie *nie*.

Muzyka może mnie leczyć. Leczy cały czas. W tej właśnie chwili nie rozumiem niczego poza nią. Za bardzo wciągnęła mnie ta cała układanka bym szukała wyjścia z labiryntu, którego nie zbudowano. Ironiczna wariatka - ot co. Zadufana w sobie, pozbawiona umiejętności racjonalnego myślenia. Genialna.

Istoto Wyższa, czemu zostawiasz mnie samą. Na pastwę losu? Dlaczego nie mogę myśleć pozytywnie. Jestem osaczona z każdej strony. Plączę się w gęstwienie jaką sama sobie tworzę. Bo chcę! Chcę! Chcę! Chcę! Niszczenie marzeń... nie mogę do tego dopuścić. Lipo, błagam cię - nie proś mnie bym przestawała. Nie mogę tego ścierpieć... ja muszę wyobrażać sobie to czego naprawdę pragnę... to jedyna droga do osiągnięcia pełni szczęścia. W przeciwnym razie pozostanę tu, na dnie mojego człowieczeństwa. Przez całe swoje pieprzone życie, nie będę nikim poza Boginią dla samej siebie. Jakie to tragiczne! Płaczę sobie - najspokojniej w świecie. Widzę koniec. Koniec tego wszystkiego... mający ładne rozwinięcie wątku. I ja chcę kochać. Być kochaną, przez moje marzenia przynajmniej. Czemu mnie zabijasz, Lipo? Ja bez tego zginę... Uwierzcie mi - ten jeden raz!
Jeśli nie mogę pozostać... nie pozostanę.

Bolą mnie wszystkie kości. Moja niedola nie ma mieć żadnego pięknego kresu... Po prostu spadnę w dół i już nigdy się nie podniosę. Chyba co raz bardziej odlatuje. Niedługo nie będzie już drogi powrotu. Zniknie gdzieś... gdziekolwiek. Ale na pewno nie dam rady jej odnaleźć. Wiem... życie jakie chcę osiągnąć - wpełni - daje mi zbyt wielkie pole do popisu... Moje nienaturalne ambicje, wyobrażanie sobie rzeczywistości jako czegoś nieskazitalnego... Nie ma takich ludzi! Zostałam bez pomocy... Muszę jechać do EMPIKU.

Lipo, ja z tego wszystkiego żartuje. Ale proszę cię... całkiem na poważnie i to po raz kolejny ... nie możesz zabronić mi kochać. Moje marzenia nie są przeznaczone dla frajerów. Nie mogą być...
Jeśli jest inaczej. Jeśli istenieje jeszcze inna opcja - zabijcie mnie - nie chcę jej znać! Nie mam zamiaru znów zawieść się na osobach, które są mi bliskie. Wolę egzystować na marginesie niż nie egzystować wcale - otoczona przez poniekąd indywidualnych. Co raz bardziej ciągnę swoje zwłoki w stronę czegoś wyższego, doskonalszego. Moje ciało już nie żyje, za to umysł pragnie pracy. Ja nie jestem przeznaczona do kopania rowów. Ja muszę istnieć, beze mnie ten świat znaczy zbyt mało...
Matko. Ojcze. Pojawiłam się tu bez znaczenia. Sama stworzyłam symbolikę swojej osoby. I mam za zadanie utrzymać swój rozum we współczesnym świetle. Mimo, że tak bardzo chcę być ponadczasowa. Chcę przetrwać. Bez wątpienia jest to najbardziej zajmujący z moich celów... czemu nie mogę kochać w spokoju tych, którzy na to zasługują? Zawsze znajdzie się ktoś kto mnie skrytykuje. Nie obchodzi mnie co teraz pomyśliście. Prawdopodobnie nikt nawet tego nie przeczyta. Ten tekst jest już zbyt chory dla normalnych ludzi.
Skoro moja miłość nie ma cielesnej postaci. Skoro w jej oczach nie ma życia, serce nie bije, a krew dawno przestała krążyć po organiźmie... zniszcie mnie bo moja obecność tu - nie ma żadnego sensu. Ostatnie takty i już mnie nie ma. Chciałabym tylko by ktokolwiek zrozumiał jak ja się teraz czuję, gdy została mi tylko Muzyka, która robi wodę z mojego normalnego mózgu i pozostawia ten anormalny do mojej dyspozycji? Nikt. Nie ważne zresztą...
Skromne pojęcie mojej tradycji już dawno się wyczerpało. Teraz liczy się to, że moje myśli ukierunkowały się w stronę osób oddychających tlenem i patrzących wokół siebie nietrzeźwym wzrokiem... Artysta kocha drugiego artystę i tak będzie zawsze. Oby tak było.
Przerażające jak bardzo odbiegam od swojego dawnego sposobu pojmowania. Przeraża mnie ta notka. Przeraża mnie zarówno jej treść jak i ... wymowa. To to samo... wiem ... ale ja się gubię we wszystkich jej właściwościach.

Uszanowanie - Kwiat



Ps. Cała Muzyka w Jego Cholernych Oczach.

Komentuj(77)


Link :: 15.06.2006 :: 01:38
Kilometry mam już za sobą, kilometry przed. Patrząc na to okiem rasowej optymistki - damy radę. Patrząc na to moim okiem -...Ten blog czytają nieletni?
Sztandarowa zasada - nigdy nie mów nigdy. A ja powiedziałam i to nie raz. Za każdym razem, gdy dopadały mnie wątpliwości, ewidentnie wychodziłam na kretynkę, zapierając się rękami i nogami, że *to nie ja byłam Ewąąąą!*. Ale niestety, szaleństwo nie popłaca. Bieg mojego życia, dość statyczny ostatnimi czasy, doprowadził mnie do kolejnego zakrętu. Jeśli w tym momencie obiorę drogę, która kosztowałaby mnie więcej zdrowia niż powinna... będę musiała mocno się starać by przetrwać. Ja jednak walczyłam od zawsze. Na zawsze. Matkobójców też było przecież wielu, żaden długo nie wytrwał. Mordowanie - jakkolwiek by go nie pojąć - złe jest i to wie każdy. Nawet sam zainteresowany. Bardzo zawiodłam się na rzeczywistości - miałam nadzieje na więcej okazji do zaznania odrobiny szczęścia, na jakieś korzystne dla mnie zbiegi okoliczności... Tymczasem mogę jedynie ciężko wzdychać. W gruncie rzeczy kocham świat.
Od pewnego czasu zapisuje całe strony nazwiskiem Johna Frusciante i - o dziwo! - to nie z uwagi na ten kaprys uważam się za wariatkę! Maleńki kawałek siebie oddaje każdej sekundzie *Can*t Stop* i po raz setny uświadamiam sobie jak bardzo chciałabym... wielu rzeczy. Zaczynam bardziej ogólnie, bójcie się - ja zakończę wreszcie ten chory wątek. Może jeszcze nie teraz, może za parę miesięcy. Blog będzie trwał i trwał... pytanie - ile czasu? Na pewno jeszcze długo.
Mając przed oczami sceny z *Battle Royale* i słuchając *Around the world* popijam sok pomarańczowy. O, właśnie jakaś dziewczynie odstrzelili głowę. Intryguje mnie cała ta otoczka, Kitano dostał drgawek prawej (lewej?) powieki. Nie wiem, która to strona, on jest jak gdyby zmutowany. Shuya Nagahara dzielnie walczy o ratunek dla ukochanej Noriko. Romantyczna hiostoria na tle krwawej jatki. Tego mi było trzeba. Najciekawsza scena z filmu - 6 nastolatek morduje się w kuchni podczas konsumpcji zupy. Super. Teraz pewnie postukacie się w głowe i spytacie, co ja za filmy oglądam? Uśmiechnę się i wzruszę ramionami. *Sajgonki* - odpowiem z braku laku...
Aromatyczny zapach chipsów o smaku ostrego chili wyrywa mnie z transu. Za oknem mrok, na zegarku godzina 00.40. Jak to dobrze, że mam wybór. Tym razem mogę zaistnieć. Mogę udowodnić, że żyję. Piszę tą notkę, po ponad tygodniu egzystowania poprzedniej, którą na swój sposób próbowałam bronić. Zabawne jak bardzo utożsamiłam się z jej treścią. Nadal kocham.

So fuckin* world!!! So fuckin* world!!!
So fuckin* world!!! So fuckin* world!!!

Tym pozytywnym akcentem pragnę przygotować was do właściwego tematu. Nic odkrywczego, ot kolejne przemyślenia. Tym razem nie o miłości, nie o złotych klatkach, nie o zielonych kredkach czy chłopakach z San Andreas... Tym razem o przedmiotach jak najbardziej żywych. O ludziach, których znam. Albo i o tych, których nie znam, ale chciałabym poznać. Wszystko sprowadza się do jednego - kocham Pannę M., Dogmę, Frycu Oliwię, Skorupa (artystyczna dusza jak mniemam), Hycla, twórcę pomysłu RWP, Hrabiego Valgo Deską, caluteńki skład RHCP (szczególne wyrazy uznania dla wiecznie pokrzywdzonego Chada S.), Justysię, Gołotkę, Adama, Gruchę - może i też (zaklinam cię - nie nawiedzaj mnie w snach!), Marczaka M., ogarniętych szałem fazy - Przemysława S., Mikołaja S. oraz Pawła P. ... i mnie samą także! Wszystkich szanuje, bo każdy zasługuje na szacunek. To taka prosta zasada, którą staram się kierować. Zero lekceważenia kogokolwiek. Może prócz Aleksandry W. - wybacz, taka prawda. Jestem sobie Polka mała. Lubię przeklinać, zajadać się chipsami/popcornem oraz słuchać Red Hot Chili Peppers. Mam gdzieś to, co o mnie myślicie (pieprzona poetka, pieprzona poetka, pieprzona poetka!). Uwielbiam być sama, zabarykadować się w swoim przybytku - potocznie zwanym pokojem - i rozmyślać o sprawach natury wyższej. Liche doświadczenie nauczyło mnie miłować lud tej Ziemi. Jeżdżę na rowerze. Często i namiętnie, zwłaszcza po zażyciu pewnej ilości alkoholu. W nocy z 10 na 11 chociażby. Kochani! Rodacy! To ja!!!
Podsumowując ... napisałam jednak o miłości. O przedmiotach martwych byjnajmniej! Chętnie obejrzałabym coś po czym zebrałoby mi się na mdłości. *Kubusia Puchatka* albo, albo... *Pamiętnik Księżniczki*! Ooo... To jest chyba film, na który mam odpowiedni nastrój. Jakby na to nie patrzeć - ogarnęło mnie zdziwienie. Na wstępie było tak spokojnie... a teraz myślą przewodnią stało się *So fuckin* world!!!* autorstwa Pchełki (nie mylić z Pełką). I ostatnia eskapada po rondzie ze śpiewem na ustach i otuchą w sercu. Wczorajsza wycieczka w krzaki, poprzez zielony gaj. Moja egzystencja jest weselsza niż sądziłam!
Dzikość, jaka mnie przepełnia powoli zostaje osłabiona. Nie ma sensu to, co w tej chwili dostrzegam. Edytor na talku. Słucham *By the Way*. Piosenka ta od dłuższego już czasu robi za doskonały budzik. Nim otworzę rankiem wczesnym oczy... nieprzytomnie muszę namacać moją wieże, jakimś cudem odnajduje przycisk opatrzony napisem *play*... iii... *Łał, łał, łał, łał...* ... Wstaje! Jakimś cudem podnoszę się, a raczej zwalam na dywan, a dalej... z okropnym bólem głowy, do pionu, na nogi. Nie jestem może zbyt mocna w optymistycznym podejściu, ale staram się i chyba idzie mi, co raz lepiej. Jak gorzej - trudno.
Anthony mruczy coś z głośnika, ciężko mi określić jaki tytuł ma ten utwór, z wielkim żalem rozpoznaje łagodne, gitarowe dźwięki *Desecration Smile* i legendarne już *lalalala...* autorstwa Johna. Cieszy mnie ta piosenka. Jest lekka, ładnie zaaranżowana. Początek Marsa, gwarantowany odlot na czerwoną planetę.
Olu Wisz - jak zwykle nienormalnie, co? Ale informuje, że taka przefiltrowana rzeczywistość jest 100 razy ciekawsza. Nie przecze - było ciężko. Teraz jest lżej. To ty powinnaś żałować, ale każdy zna swoje możliwości. Ja żyję luźno, bez napięcia... po prostu czasem nie potrafię zapanować nad swoją nieprzeciętną inteligencją i zdolnościami. Bazgrzę bez opamiętania w każdym zeszycie, jaki się napatoczy.
Tak, czasem przydarzy się coś wesołego. Czasem powiem na głos, że wielbię coś/kogoś. Jeju... *Wet Sand*. Rozbraja mnie. Spór między facetem wierzącym w Boga a dziewczyną wyznającą teorię ewolucji. Nie do rozstrzygnięcia. Panie Kiedis, dziękuję za to objawienie.

*Piękno jest czasem niedostrzegalne*. Moje słynne już zdanie. Odpowiedź na zaczepkę ze strony osobniczki prowadzącej konkurs plastyczny w mojej dawnej podstawówce. *Czemu? Czemu?* - spytała mnie - *Czemu tak bardzo odbiegasz od tematu? Wszyscy rysują kwiatki, motylki, piaszczyste plaże lub kolibry*. A ja narysowałam mrocznego faceta w czarnym garniturze z jakimiś ledwo dostrzegalnymi pierścienia wobec całej sylwetki. Siostra Pieprz (nauczała mnie kiedyś religii) określiła go mianem człowieka natchnionego, Proroka Starego Testamentu. Teraz wyjaśnienie: to był John Frusciante. Taka moja wizja. Ale rozśmieszono mnie ogromnie!

Całą rękę mam we krwi. Nie miałam takiego zamiaru. Przez przypadek *zacięłam się* cyrklem. Ale szkarłatnie i nieprzyjemnie się zrobiło. Muszę szybko zareagować, bo na razie zostawiam czerwone ślady na klawiaturze... Dajcie mi pięć minut...

Zabandażowałam dłoń, ale coś czuję, że łatwo nie będzie. Rodzicielka o świcie bladym stwierdzi, że próbowałam popełnić samobójstwo i zapłakana zrobi mi herbatę z dużą ilością cytryny. Przesłodzi ją, ale ja z grzeczności wypije. Hrabia uśmiechnie się pod nosem i nie będzie miał nawet zamiaru się odezwać. Ja ironicznie zaleje się łzami biorąc przykład z Aldony K. i włączę muzykę... Przespałam dziś całe popołudnie. Wróciłam ze szkoły, rzuciłam się na materac i odpłynęłam przy dźwiękach *Otherside*. Jak przez mgłę pamiętam *Californication* ...

Ziewam ze zmęczenia. To i tak najdłuższa notka od jakiegoś czasu. Wykorzystałam swoje szczątkowe natchnienie i jestem... tak W SUMIE ... zadowolona.

Pozdrawiam - Kwiat



Ps. So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! So fuckin* world!!! ...
Pps. John wcale taki niewinny nie jest na tym zdjęciu... hehe.
Ppps. Produkt nudnej, szkolnej rzeczywistości autorstwa mojego jak najbardziej...
Pppps. To chyba już naprawdę koniec...


Komentuj(106)


Link :: 20.06.2006 :: 22:43
Czas bez zobowiązań zbliża się do nas wielkimi krokami. Ja żyję już tylko myślą o tym, że wyrwę się z tej całej plątaniny korytarzy i wyjdę na prostą. Może mi się uda. Może nie. Czy tak czy siak - powinnam cieszyć się z obecnego stanu rzeczy. Ale nie cieszę się.
Kilka dni temu moje marzenia rozpłynęły się w pył, gdy w Berlinie i Pradze odbyły się po sobie koncerty RHCP, które były częścią ich europejskiej trasy promującej *Stadium Arcadium*! Moja dola, niedola raczej jest przytłaczająca... Ponoć Polacy obecni na obu imprezach gorąco manifestowali swojego uwielbienie do Red Hotów i chęcia zobaczynia ich wreszcie w naszym pięknym kraju. Na scenę poleciały flagi i szaliki w naszych barwach narodowych. Na widok hasła: *Come to Poland!*, zwariowany basista Papryczek powiedział do Polaków jedno słowo: *Dobzie*. Czy to nie urocze? Hihi. Mam nadzieje, że dotrzymają w końcu słowa i zjawią się u nas. Dla mnie... byłoby to święto. Dzień najwspanialszy w życiu... Jestem tego pewna - czytałam mnóstwo relacji ludzi, którzy widzieli paprykowych chłopaków na żywo... Wszyscy są zgodni: rewelacja, coś czego nie da się zapomnieć, przeoczyć... Nie dziwię się!!!
A tu maleńka fotka:



Chad Smith (perkusista) podnoszący ze sceny jedną z Polskich flag...



A tu już zaprzyjaźniony z ową flagą ...

Pozostajemy przy temacie ochów i achów na płaszczyźnie muzycznej. Pragnę pochwalić się bardzo ważnym wydarzeniem, które nastąpiło w moim marnym żywocie dnia 15.06. Otóż... byłam na warszawskim koncercie zespołu Guns N Roses. Opis wrażeń jest chyba zbędny. Tego nie można zapomnieć. Wyskakałam się, wykrzyczałam... pozachwycałam głosem Axl*a (kiedyś nim samym też, ale to było ze 20 lat wstecz jak wyglądał przystojnie xD). To było cudowne!!! Poniżej kilka fotek (nie moich bo nie miałam aparatu...):







Ha. Dawno nie zamieściłam tyle obrazków w swojej notce. Ale w sumie taki mam dziś nastrój... Nastrój całkiem porządny, a jednak nie idealny. Mam dla was jeszcze kilka informacji, więc koniec z użalaniem się nad własnym Ja ...

Zapraszam wszystkich na swoje forum o tematyce Red Hot Chili Peppers! Na razie nie jest zbyt okazałe, ale dopiero zaczęłam akcję promocyjną. Mam nadzieje, że zajrzycie. Napracowałam się trochę nad tym jak się prezentuje i zdobyłam już paru userów.
Forum Venice Queen

Pozostaję nadal w temacie Muzyki. Nie wiem czemu - naszło mnie. Pierwsza wersja tej notki została nieumyślnie skasowana co bardzo mnie zdenerwowało. Dziś jest właśnie ten dzień, gdy nie mam siły, nie zdobędę się na filozoficzne refleksje na temat życia, śmierci czy też prania skarpetek... Pochwalę się za to, że wykonałam własną koszulkę z napisem: Red Hot Chili Peppers. Zamówiłam też inną z neta, która ma zostać zasponsorowana przez moją babcię (pozdrowienia dla niej!).

A żegnam się z wami akcentem w postaci - jak zwykle przeżywającego swoisty orgazm podczas gry na gitarze - Fru.



Pozdrawiam - Kwiat

Ps. Czemu człowiek nie może być po prostu alienem?
Pps. Olu W. - ignorowanie w sprawach dotyczących przyjaźni nie zaś codziennych.
Ppps. Straszliwa pustka.
Pppps. Albo i nie.
Ppppps. Teraz to naprawdę koniec.

Komentuj(71)








Grafikę i HTML wykonała: Kaileena_Farah Wszystkie prawa zastrzeżone!!!




Szerzej znana, jako KaileenaFarah.
Moje gg: 7418011


2017
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń



Teledyski

"Californication" (RHCP)
"Dani California" (RHCP)
"By the Way" (RHCP/Live!)
"I Could Have Lie" (RHCP/Live!)
"Out in LA/1985!" (RHCP/Live!)
"Brandy" (RHCP)
Concert! (RHCP/Live!)
"Otherside" (RHCP/Live!)
"Desecretion Smile" (RHCP)
"Suck my Kiss" (RHCP)
"If you have to ask" (RHCP/Live!)
"By The Way" (RHCP)
"Can't Stop"(RHCP)
"Otherside"(RHCP)
"The Zephyr Song"(RHCP)
Clip reklamowy (super/RHCP)
"Snow" (RHCP/Live!)


Moje zainteresowania...

MOJE FORUM
Filmweb
Oficjalna str. Red Hot Chili Peppers
Adrian Belew
Porcupine Tree
Prince of Persia
Elfwood


Moje rysunki...

Książę Persji (paint)
Portret Shaheena
Jack Sparrow
Dziewczyna z Perłą
Portret Johna Frusciante
Syd Barrett
Gilmour, Mason, Wright (niedokończone)
David Gilmour
Dragon
Plant&Page
Bono
K. i K.
Kamil (...)

Gdzie szukać...

GOOGLE
ONET
wp-wirtualna polska
INTERIA

Co czytam...

Padalec :)
Blog Aneci :)
Lipek :)
Aniołek :)
Madzia S.
Kliknij
Agama :)
Cukiernik :)
Carlotta :)
Cyrk?...
Encore
Edzia!
Ktosiulka
Nimrodelka ;)
Ailene
Muminki!
Ola
Monika
Pentagram
Gabrysia
Malomi!


Red Hot Chili Peppers



Anthony Kiedis- wokalista.



John Frusciante - gitarzysta (mój mistrz)



Chad Smith - perkusista.



Flea - basista.

Blogers.pl


*Stadium Arcadium*

Bells around St. Petersburg
When I saw you
I hope I get what you deserve
And this is where I find
Smoke surrounds your perfect face
And I*m falling
Pushing a broom out into space
And this is where I find a way


The stadium arcadium
A mirror to the moon
I*m forming I*m warming
State of the art
Until the clouds come crashing!


Stranger things have happened
Both before and after noon
I*m forming I*m warming
Pushing myself
And no I don*t mind asking!
Now


Alone inside my forest room
And it*s storming
I never thought I*d be in bloom
But this is where I start
Derelict days and the stereo plays
For the all night crowd
That it cannot phase
And I*m calling


The stadium arcadium
A mirror to the moon
I*m forming I*m warming
State of the art
Until the clouds come crashing!


Stranger things have happened
Both before and after noon
I*m forming I*m warming
Pushing myself
And no I don*t mind asking!
Now


Tedious weeds that the media breeds
But the animal gets what the animal
Needs
And I*m sorry


And this is where I find
Rays of dust that wrap around
Your citizen
Kind enough to disavow
And this is where I stand


The stadium arcadium
A mirror to the moon
I*m forming I*m warming
State of the art
Until the clouds come crashing!


Stranger things have happened
Both before and after noon
I*m forming I*m warming
Pushing myself
And no I don*t mind asking!
Now

The stadium arcadium
A mirror to the moon
I*m forming I*m warming
State of the art
Until the clouds come crashing!


Stranger things have happened
Both before and after noon
I*m forming I*m warming...to you



*Dani California*

Gettin' born in the state of Mississippi
Papa was a copper
and mama was a hippie
In Alabama she would swing a hammer
Price you gotta pay
when you pick the panorama
She never knew that there was
anything more than poor...
What in the world?
What does your confidant take me for?


Black bandana, sweet Louisiana
Robbin' on a bank in the state of Indiana
She's a runner, rebel and a stunner
Hunt em everywhere
sayin baby whatcha gonna
Lookin' down the barrel
of a hot metal 45
Just another way to survive...


(Chorus) -
California, rest in peace
Simultaneous release
California, show your teeth
She's my priestess, I'm your priest,
yeah, yeah!


She's a lover baby and a fighter
Should of seen her coming
when it got a little brighter
With a name like Dani California
Day was gonna come
when I was gonna mourn ya
A little lotus,
she was stealin' another breath
I love my baby to death


[Chorus]

Who knew the other side of you?
Who knew that all this time to prove?
Too true to say goodbye to you
Too true too say say say...


First to fade her gifted animator
One for the now
and eleven for the later
Never made it up to Minnesota
North Dakota man was
a gunnin' for the quota


Down in the badlands
she was savin' the best for last
It only hurts when I laugh...
Gone too fast..


[Chorus 2x]